Zerwana śruba, wygrane życie: Jak 147 godzin na wiosłach pokonało niemoc
30 kwietnia 2026Wielu ludzi pyta mnie, po co to robię. Po co, ważąc ponad 200 kg i zmagając się z obciążającym działaniem silnych leków, codziennie siadam na ergometr Concept 2? Odpowiedź jest prosta: bo wiem, co to znaczy nie mieć siły, by stać.
Mój wybór był jasny: albo całkowita zależność od innych i wegetacja w łóżku, albo walka o każdy oddech, o każdy metr i o każdy dzień.
Lekcja bezsilności
Pamiętam dni, kiedy golenie twarzy musiałem rozkładać na trzy raty. Pamiętam prysznice, podczas których dwa razy musiałem siadać, żeby złapać oddech. Kiedy chemia wyłącza Cię z rzeczywistości, a Twoje własne ciało staje się więzieniem o wadze dwóch kwintali, masz dwa wyjścia.
Ja wybrałem wiosła.
Mój system: 6 x 5 minut
Nie biegam – przy mojej masie byłoby to samobójstwo dla stawów. Mój warsztat pracy to ergometr Concept 2 i nawyk, który stał się moją nową dyscypliną: 6 serii po 5 minut każda, z 30-minutowymi przerwami między nimi.
W przerwach szukam spokoju w codzienności, ale gdy siadam na maszynę, świat zewnętrzny znika. Zostaje tylko rozmowa z bliskimi przez głośnik telefonu, modlitwa i głęboka refleksja.
Od Gdańska do Splitu
To nie są tylko puste liczby. Przez ostatni rok spędziłem na wiosłach 147 godzin. W tym czasie pokonałem dystans ponad 1226 kilometrów. To tak, jakbym o własnych siłach przepłynął trasę z Gdańska do Splitu w Chorwacji. Każda 5-minutowa seria to średnio 700 metrów walki o lepsze jutro.
Gdy stal nie wytrzymuje
Jakiś czas temu wydarzyło się coś symbolicznego. Podczas treningu pękła stalowa śruba mocująca podnóżki. Moja masa i siła wypracowana przez rok treningów okazały się potężniejsze niż profesjonalny sprzęt.
Czy to mnie zatrzymało? Wręcz przeciwnie. Wkręciłem z pomocą Taty grubszą, mocniejszą śrubę. Teraz maszyna jest tak pancerna, jak moja dyscyplina.
Ostateczne zwycięstwo
Dzisiaj nie muszę już odpoczywać przy goleniu. Biorę prysznic “na raz”. Choć ciało wciąż pamięta dawne kontuzje, czuję, że jest “ok”. I to proste „ok” jest moim największym triumfem.
Wygrałem z ubocznym efektem działania leków, wygrałem z niemocą. Będę wiosłował do kresu moich dni, bo uwielbiam to uczucie, gdy z każdym pociągnięciem zostawiam bezsilność i szpitalną codzienność daleko za sobą.
Co już dziś możesz zrobić Ty?
Zmagasz się z podobnymi trudnościami? Nie masz profesjonalnego sprzętu? Zacznij od zwykłego spaceru.
Ja w jeden sezon przeszedłem tak ponad 700 kilometrów. Zaczynałem od kilkuset metrów, by dojść do momentu, w którym mimo wagi ponad 200 kg, potrafiłem okrążyć miasto, robiąc 9 kilometrów w jeden dzień. Nie potrzebowałem drogich gadżetów – wystarczył telefon w kieszeni i prosta opaska na ręku. Po prostu każdego dnia szedłem przed siebie.
Ty też możesz zrobić ten pierwszy krok. Wierzę w Ciebie! Nie liczy się dystans, liczy się to, że dziś wyjdziesz z domu.
Wpis zainspirowany walką o nową, lepszą wersję siebie. Wygenerowany dzięki udziałowi AI. Photo by Quino Al on Unsplash.

